niedziela, 29 kwietnia 2012

kurczaki w kamerze

Jaja, z ktorych maja sie wykluc kurczaki w klasie Starszego mozna podgladac przez kamere. Ma sie to stac miedzy niedziela a czwartkiem. Rowniez po pojawieniu sie ptaszkow bedzie mozna sobie na nie przez jakis czas popatrzec. Potem wroca na farme.
Milego (pod)ogladania!

kurczaki w kamerze

środa, 25 kwietnia 2012

szkola

Pisalam juz kiedys o tym, ze raz w tygodniu pomagam w klasie Starszego. Siedze przy stoliku, do ktorego prosze po 3-4 dzieci i robimy to, o co poprosila nauczycielka. Czasem pomagam pisac, innym razem wycinamy, malujemy. Spedzam w ten sposob w szkole 1-1,5 godziny w tygodniu. To dobrze, efektywnie spedzony czas. Poznaje w ten sposob kolegow mojego dziecka, dzieci wiedza, ze jestem mama Starszego. Wiem tez, ze dla mojego syna jest bardzo wazne, to ze przychodze, pomagam, angazuje sie w jego sprawy.
Dzisiaj robilam z dziecmi rzecz wyjatkowa. Mysle, ze wszyscy: dzieci i ja podobnie przezylismy te zajecia.
Jakis czas temu dzieci dostaly od farmera zaplodnione jaja kurze oraz inkubator. W przyszlym tygodniu z jaj zaczna sie wylegac kurczaczki. A dzisiaj prosilam po dwoje-troje dzieci do lazienki (bo ciemno), w ktorej mialam naszykowane jajo bez zarodka, jajo z embrionem i jajo z kurczakiem, ktory niebawem sie wylegnie. W ciemnej lazience podswietlalam jaja latarka i porownywalismy stadia rozwoju. Niesamowite bylo podgladanie kurczaka! Widzielismy oczy, naczynia krwionosne, lapki. No i kurczak sie ruszal!
Czasem zazdroszcze Starszemu, ze chodzi do takiej szkoly. Nigdy nie bylam fanka szkoly, kiedy ja skonczylam, z ulga odetchnelam. Do takiej szkoly chetnie bym jednak wrocila.

niedziela, 22 kwietnia 2012

wielkimi krokami nadchodzi lato

Dzisiaj bylo 38C. Wczoraj tez. Od jutra ma sie ochlodzic do 25C. Takie "ochlodzenia" beda jednak coraz rzadsze, az w okolicach czerwca nastanie pieklo, ktore trwac bedzie nieprzerwanie do konca wrzesnia. Teraz noce sa chlodne, latem nawet noc nie przynosi wytchnienia od upalow.
Kiedy robi sie goraco, zeby sie ochlodzic uciekamy na Mount Lemmon. Mt. Lemmon(9157 ft /2791m) to najwyzszy szczyt w pasmie Gor Santa Catalina, ktore otaczaja Tucson(2389 ft/728m). Z naszego domu jedzie sie na te gore okolo 40-50 minut. Dzisiejszy dzien spedzilismy wlasnie tam, na Cytrynowej Gorze.

Z drogi, ktora wije sie dookola gory widac w dole Tucson.

W nizszych partiach jest kamieniscie.

Widok prawie ze szczytu.

A na szczycie mozna sie wdrapywac na powalone pnie,

dumac,

badac zycie pod kamieniami,

ryzykowac wybicie zebow na bujajacej sie belce,

budowac,

przebiec po belce nad potokiem,

skakac po kamieniach,

i znowu przebiec po belce,

zabrac mamie kapelusz, poklocic sie o niego z bratem i nalozyc na wlasna glowe.

Po zabawie pizza w Cookie Cabin, ktorej resztki widac na paszczy.

I nie tylko na paszczy.

sobota, 21 kwietnia 2012

Dzien Ziemi

Z okazji Dnia Ziemi dzieci mialy wykonac jakies rekodzielo ze zrecyklowanych materialow. Starszy przy mojej pomocy zrobil calkiem gustowny wazonik: tekturowa rolka po papierze toaletowym pomalowana farbkami przyklejona do przykrywki po smietanie, przykrywka pokryta klejem i obsypana brokatem. W wazonik wetknelismy kwiatki wykonane metoda nastepujaca: wyciete wglebienia na jajka ze steropianowego pudelka na jajka pomalowalismy farbkami - kielich kwiatka, zielonym drucikiem (lodyzka) przebilismy kazda pomalowana miseczke jajczana, na ten koniec drucika, ktory zostal w miseczce-kielichu nalozylismy koralik i zagielismy drucik, coby nam kielich z lodyzki nie spadl. I zanieslismy wazonik z bukiecikiem do szkoly.
Na tym dekoracyjnym akcencie moje swietowanie Dnia Ziemi sie jednak nie zakonczylo. Podczas piatkowego plywania Starszy spojrzal na mnie z powazna mina:
- Dlaczego my nie segregujemy smieci? - zapytalo dziecko.
Faktycznie nie segregujemy, albowiem mamy z Mezem dosc mieszane uczucia, gdy widzimy jak nasze pracowicie podzielone odpadki laduja w jednej smieciarce. Dbalosc o Ziemie sprowadzamy do uzywania reklamowek sklepowych jako workow na smieci (nie kupujemy tych specjalnych), nie lania wody przy myciu zebow, sprzataniu po sobie w parkach i lasach etc.
- Ekhm - wybulgotalam spod wody, albowiem Starszy zaszedl mnie przez zaskoczenie.
- Nasza pani segreguje swoje smieci - wypalil - my tez powinnismy! Nawet mamy ten specjalny pojemnik. To zielone pudlo, w ktorym trzymasz nasze zabawki na patio jest wlasnie na recycling.
- Masz racje - przytaknelam zgodnie myslac sobie jednoczesnie kilka niezyczliwych rzeczy o szkole, pani i programach proekologicznych.
Niech juz ten Dzien Ziemi minie, a dzieci przejda do kolejnego punktu w programie.

piątek, 20 kwietnia 2012

o plywaniu na pustyni

Dziejszego wieczoru poszlam poplywac tylko ze Starszym. Mlodszy sie pochorowal i musial zostac w domu. Smutno mu bylo, bo lubi plywac, a piatkowy basen jest wyjatkowy. 
Chlopcy czekaja na piatkowy wieczor przez caly tydzien, bo wtedy plywamy "dla przyjemnosci" a nie po to, zeby sie uczyc. Po godzinnym plywaniu idziemy na pizze. Taka mamy tradycje od dwoch lat, czyli odkad zaczeli nauke plywania. Tradycja jest chlopcow i moja. Maz nie bierze w niej udzialu, albowiem jak twierdzi: brzydzi sie basenu. Poczatkowo nie bylo latwo, bo upilnowanie dwojki malych dzieci w wodzie, tak by sie nie potopily, nie jest latwym zadaniem. Uparlam sie jednak, ze moje dzieci naucza sie plywac. Moze sie to wydawac dziwne w przypadku kogos, kto mieszka na pustyni, ale jest to tylko pozornie fanaberia hiperambitnej mamusi.
W naszym miescie kazdego roku tonie kilkoro dzieci. W mojej dzielnicy prawie kazdy dom lub  kompleks domow ma basen. My basenu nie mamy, bo jestesmy leniwi: basen to sporo pracy, o basen trzeba dbac, chlorowac, zakrywac, kiedy wieje, czyscic itp. Ale baseny sa przy domach wielu kolegow moich dzieci. Umiejetnosc plywania to, w pewnym sensie, ich polisa na zycie. Po dwoch latach nauki chlopcy radza sobie w wodzie calkiem niezle, choc jeszcze sporo musza sie nauczyc.
Dzisiejszy wieczor ze Starszym byl naprawde bardzo mily. Wyglupialismy sie, Starszy przeplywal mi miedzy nogami, pokazywal sztuczki. Chyba dobrze mu bylo tylko ze mna. Tak sobie mysle, ze dobrze jest lubic swoje dzieci i dobrze sie czuc w ich towarzystwie.

niedziela, 8 kwietnia 2012

spoznione Wesolych Swiat!


Nieco spoznone, ale bardzo serdeczne zyczenia dla wszystkich moich Czytaczy. Niech w Waszym zyciu zawsze dobro zwycieza zlo, a nadzieja beznadzieje. Zycze Wam byscie doswiadczali jak wielka moc sprawcza ma milosc oraz, ze dobro zawsze wraca do tego, kto zechcial sie nim podzielic.

***


Moi chlopcy wlasnie koncza swoja przerwe wiosenna w przedszkolu/szkole, ktora to przerwa trwala tydzien. Pierwsze trzy dni wakacji poswiecilismy wyjazdom i szeroko rozumianej rozrywce. Bylismy miedzy innymi w Tombstone, miasteczku gorniczym polozonym ok. 50 km. od granicy z Meksykiem. Miasto zostalo zalozone 130 lat temu i z racji bogatych zloz srebra bardzo dobrze sie rozwijalo przez pierwszych 10-20 lat. W latach swietnosci w Tombstone mieszkalo 15.000 mieszkancow, ktorzy mieli do swej dyspozycji cztery koscioly, szkole, dwa banki, 110 saloonow, 14 salonow gier i trzy rozne dzienniki. Miasto zaczelo podupadac poniewaz z racji slabej, drewnianej zabudowy oraz malej ilosci wode bylo nawiedzane przez pozary.
W chwili obecnej Tombstone zamieszkuje 1500 osob i stanowi ono wylacznie atrakcje turystyczna.